natusia17 blog

Twój nowy blog

A właściwie koniec tego bloga nastąpił dość dawno – ostatnia notka jest prawie sprzed dwóch lat (2005-08-28).

I tak sobie leży.

A u nas wiele się w tym czasie zmieniło. Idziemy sobie przez życie razem, zapatrzeni w siebie.

Kto ma znać adres nowego bloga – zna.

„…but I swear in the days still left
we will walk in the fields of gold…”

:*

Dziewiątka

7 komentarzy

Dziś zrobiłam sobie test i oto co mi wyszło:

Dziewiątka lubi pomagać innym, jest z natury dobra oraz wrażliwa. Poszukuje jedności z innymi ludźmi i ze światem wokół.

Jak postępować ze mną:

* jeśli chcesz abym coś zrobiła, musisz o to zapytać w odpowiedni sposób. Nie lubię zbytnich oczekiwań lub nacisków
* lubię słuchać i pomagać, ale nie staraj się tego zbytnio wykorzystywać
* gdy mówię, poczekaj aż skończę, nawet jeżeli czasami się zatrzymuję by pomyśleć
* daj mi czas do namysłu zanim podejmę decyzję. Delikatne ponaglanie jest w porządku o ile mnie nie pouczasz
* mów mi gdy Ci się podobam. Jestem otwarta na wszelkie pochlebstwa
* przytul mnie. Pokaż mi fizyczne zaangażowanie. To mnie ośmiela i łatwiej okazuję uczucia wobec Ciebie
* lubię dobrą rozmowę ale nie konfrontację
* śmiej się ze mną i dziel ze mną radość z życia

Co lubię w byciu dziewiątką:

* bycie troskliwym wobec innych
* umiejętność relaksowania się gdy chcę się dobrze bawić
* wiem, że większość osób bawi moje towarzystwo. Jestem sympatyczną osobą
* umiem dostrzegać wiele stron tego samego problemu, łatwo znajduję polubowne rozwiązania
* umiem iść z prądem i czuję się jakbym była jednością ze wszystkimi
* nie osądzam innych i umiem akceptować zachowania innych

Co jest trudne w byciu dziewiątką:

* jestem często zbyt pochopnie osądzana i nierozumiana za bycie zbyt łagodną i za nie śpieszenie się z podejmowaniem decyzji
* jestem wobec siebie krytyczna za brak inicjatywy i brak dyscypliny
* jestem zbyt czuła na krytykę; biorę do siebie każde krzywe spojrzenie czy uniesienie brwi
* zbytnio przejmuję się tym co inni o mnie myślą
* nie wiem do końca czego oczekuję od siebie i od innych
* nikt mnie nie słucha i nikt nie traktuje mnie poważnie

Coś nowego

3 komentarzy

No więc:D Dostałam prace w Sądzie, gdzie miałam staż:) Jak zwykle bałam się przed rozmową kwalifikacyjną, a jeszcze bardziej jak zobaczyłam 4 kandydatki z doświadczeniem takim jak moje:) Ale nic, rozmowa przebiegła dosyć sympatycznie. Ale teraz to już chyba tak nie będzie. Bo Pan Prezes to jest wymagający pracodawca:) Jednakże cieszę się ogromnie.

O innych sprawach nie będe pisać. Zostawię je sobie w sercu. Wiedzą, Ci co mają wiedzieć.

Byłam dziś na „Karolu…” i utkwił mi w pamięci fragment Jego wypowiedzi, a mianowicie: „Nie istnieje nic coby było bardziej zagadkowe i nieznane niż miłość.Wprowadza zamieszanie pomiędzy tym co się odkrywa, mówi, przeżywa w czasie wszystkich dni miłości…. a jest zdesperowaną potrzebą absolutnej miłości.Dobrze, miłości nie da się niestey nauczyć ale nie ma rzeczy bardziej niezbędnej do nauczenia.To co jest pewne to fakt, że miłość i delikatność są najważniejszym momentem w spotkaniu pomiędzy duchem i naturą. Ale miłość to także odpowiedzialność. Kiedy mężczyzna i kobieta łączą się prawdziwą miłością każde z nich przelewa na siebie
cząstkę losu drugiej osoby.Oczywiście, to może kosztować wyrzeczenia i cierpienia ale tylko w ten sposób można kogoś prawdziwie kochać.I nie dla zabawy i nieodpowiedzialności.”

Ostatnie dni zaliczam do bardzo udanych. Od dawien dawna tak dobrze się nie bawiłam:) Byłam radosna, a nie smutna, jak to często bywa (choć nie wiem dlaczego). Przyjaciele potrafią wiele zdziałac. A jeszcze bardziej tacy, których widuje się bardzo rzadko. Z tego względu, że pogoda dopisywała wybraliśmy się do Władysławowa. Plaża niesamowita. Woda dosyć ciepła, choc jak weszłam to miałam dreszcze:D A poza tym raczej nic godnego uwagi. A wczoraj wybralismy się na działke, w celu objedzenia sie pysznymi kiełbaskami, które przygotował mój tata. Jakis czas posiedzielismy, posłuchaliśmy muzyki, wypiliśmy piwko i wsiedliśmy do samochodu, aby udać się do domu. Dziś już ich nie ma. Własnie w takich chwilach, żałuję, że nie mieszkają blisko mnie. Wszystko by wyglądało zupełnie inaczej.

****
A w piątek bardzo prosze o trzymanie kciuków, żeby udało się to, co ma sie udać:D Nie bedę zdradzac, dopóki sie nie wyjaśni:)

Wczoraj przeprowadziłam sobie szczera rozmowę z moim tatą na temat związków, co mnie męczy i co bym chciała zmienić. I tata potwierdził moje obawy;/ Ta rozmowa bardzo mi pomogła i wiem, że swoje zasady trzeba bronić i od nich nie odstępować.

Refleksje

1 komentarz

Zaznaczam, że będzie to dłuuuuga notka:) Chętnie bym zamieściła zdjęcia do opisywanych miejsc, ale coś mi nie chcą się załączyć;/ Tak więc będzie bez zdjęć.

Wczoraj wieczorem wróciłam z pielgrzymki do Lichenia. Musze przyznać, że jak mama powiedziała mi, że mam pojechać, to nie byłam do tego przekonana. Powodem było to, że na pielgrzymkę jechały (tak mi się wydawało, ale się myliłam;P) same starsze panie. A jak wiadomo babcie zawsze „nadużywają’ modlitwy. No nic, ale zdecydowałam się. Wciągnęłam, dodatkowo moją siostrę, bo Tomek stwierdził, że nie lubi Lichenia. Tak więc w ekipie trzyosobowej (wszystko w rodzinie) + koleżanka mamy P.Renia wyruszyłyśmy do Matuchny:)

Po drodze zatrzymaliśmy się w Kaliszu, gdzie mieści się sanktuarium Św. Józefa. Co ciekawe i na co należy zwrócić uwagę to to, że Kościół ten został wzniesiony w 1353r z fundacji arcybiskupa gnieźnieńskiego Jarosława Bogorii Skotnickiego. W podziemiach (od 1970r) znajduje się kaplica – pomnik ku czci martyrologii duchowieństwa polskiego w Dachu. Przy kościele mieści się klasycystyczna dzwonnica (około 1820r). W 1978r papież Paweł VI podniósł kościół do godności Bazyliki Mniejszej. 4 czerwca 1997r modlił się tam Jan Paweł II.

Z Kalisza wyruszyliśmy prosto do samego Lichenia. Dziś wielu pielgrzymów rozpoczyna zwiedzanie sanktuarium od miejsca zwanego lasem Grąblińskim. I tak właśnie Las Grąbliński stał się kolejnym etapem naszej wędrówki. Historia objawień wiąże się z postaciami Tomasza Kłossowskiego z Izabelina i Mikołaja Sikacza z Grąblina. Las w Grąblinie rozpoczyna Maryjny szlak prowadzący do Sanktuarium w Licheniu. Przez bramę ze statuą Matki Bożej oraz figurami aniołów wkracza się w strefę sacrum. Informuje o tym kamienny obelisk słowami „Ziemia na której stoisz, święta jest! Na tym miejscu dnia 15 sierpnia 1850 roku ukazała się pasterzowi Mikołajowi Sikatce z Grąblina Matka Boża, Bolesna. Za bramą prowadzącą do lasu stoi kaplica postawiona w 1991 r. W jej wnętrzu znajduje się kamienna płyta z odciśniętymi śladami ludzkich stóp. Ślady stóp nie są autentyczne, choć wielu uważa ten kamień za świętą relikwię. Chodziło tu o odtworzenie tego, co wydarzyło się w 1850 roku. W tym prawdopodobnie miejscu stanęła Matka Boża wybierając sobie na świadka swoich objawień pasterza dworskiego Mikołaja Sikatkę. Tak więc jest to miejsce symboliczne.

Po przejściu lasku pojechaliśmy rozlokować się w domu pielgrzyma „Arka”. Śliczny hotel, pokoje naprawdę super. Więcej nie ma co pisać:)

Później skierowaliśmy się na Golgotę, czyli 25 metrową kamienną górę. Nad całością widoczny jest z dala krzyż oraz postacie Matki Bożej i św. Jana. Golgota to ludowe przedstawienie rzeczywistej drogi krzyżowej Chrystusa. Mijając groty Ogrójca, Zdrady, Grotę Sądu, Nawrócenia Marii Magdaleny, Grotę Zaparcia się Piotra nawiązujemy do Męki Chrystusa opisanej w Ewangelii. Schodząc z góry wchodzimy do Groty Kryształowej gdzie jest grób Pana Jezusa, następnie Grota Wniebowzięcia Matki Bożej a dalej scena Zmartwychwstania. Są też „schody pokutne”, które trzeba przebyć na kolanach. Ja osobiście nie wchodziłam po schodach pokutnych, z tego względu, że chwilke przed dojściem do nich potknęłam się i wylądowałam na kamieniu. Ale nic mi nie jest:) Mały wypadek przy pracy:)

O 19 Msza Św. w Kościele św. Doroty i spowiedź, która powiem szczerze, nie wywarła na mnie pozytywnego wrażenia. Powiem tak: Ksiądz zadawał mi dziwne pytania, które ani ciut ciut nie były związane z tym, co Mu wyznałam. Nie było to co najmniej smaczne;/

Będąc w Licheniu, nie sposób nie powędrować do kaplicy Cudownego Źródełka. Pielgrzymi darzą to miejsce wielkim pietyzmem. Woda z Cudownego Źródełka jest wymownym symbolicznym darem. Już w starym Testamencie uzdrowienia fizyczne dokonywały się za sprawą wody np. w sadzawce Owczej w Jerozolimie.

I wreszcie doszliśmy do centralnego punktu naszej pielgrzymki, czyli Bazyliki Najświętszej Maryi Panny Licheńskiej. Piękna jest. Pomimo wielu sprzeciwów ze strony różnych ludzi, mi się strasznie podoba. Inspiratorem i inicjatorem budowy jest ks. mgr Eugeniusz Makulski. Ciekawe jest to, iż powstanie tej monumentalnej świątyni możliwe było dzięki ofiarności pielgrzymów. Nie było bogatych sponsorów, wsparcia Watykanu ani dotacji rządowych. Cudzoziemcy odwiedzający Licheń są zdziwieni, że możliwym było wzniesienie tak pięknego obiektu wyłącznie z ofiar darczyńców. Godne podziwu:) Świątynia zbudowana jest na planie krzyża. Składa się z części głównej, dzwonnicy, wieży oraz trzech okazałych portyków. Do kościoła prowadzą 33 stopnie nawiązujące do lat życia Jezusa Chrystusa na ziemi. Nad portykiem głównym góruje Królowa Archaniołów z Dzieciątkiem, której towarzyszy 6 postaci anielskich. Portyk wschodni poświęcony jest czterem Ewangelistom. Wewnątrz górnej świątyni znajdują się liczne kaplice poświęcone świętym i błogosławionym. W nawie wschodniej są następujące kaplice: św. Jadwigi, Świętej Rodziny, Mariańska, Archanioła, św. Franciszka, Dusz Czyśćcowych. Wzdłuż nawy głównej: po lewej stronie Kaplica Serca Jezusowego, po prawej stronie: Kaplica Różańcowa. Ponadto wyznaczono kilka krucht: Trzeciego Tysiąclecia, Świętych, Żywej Wody, Dobrego Pasterza, i Melchizedecha. Na ścianach rozmieszczone są stacje Drogi Krzyżowej autorstwa Antoniego Cygana. W ołtarzu głównym jest miejsce dla Cudownego Obrazu. Na ścianie centralnej prezbiterium pod cytatem „Jestem który jestem” znajduje się tekst najstarszego polskiego hymnu, pieśń „Bogurodzica”. W dolnej części świątyni znajdują się kaplice, które stanowią doskonałe miejsce do indywidualnej modlitwy. Najstarszą z nich jest kaplica Trójcy Przenajświętszej. Dużą część dolnego kościoła zajmuje kaplica dedykowana 108 Męczennikom II wojny światowej. Na jej ścianach umieszczono portrety błogosławionych wyniesionych na ołtarze przez Jana Pawła II podczas Mszy św. beatyfikacyjnej w dniu 13 czerwca 1999 r. w Warszawie. W ołtarzu kaplicy umieszczony jest obraz przedstawiający Chrystusa wśród 108 Męczenników. Znajduje się tam również Kaplica Piety, w wewnątrz której znajduje się przepiękna rzeźba przedstawiająca bolejącą Matkę trzymającą na kolanach ciało swego syna, Jezusa Chrystusa. Licheńska świątynia jest wkomponowana w otaczający krajobraz. Zgodnie z zamysłem architektonicznym odwołuje się ona do symboliki złotego, falującego łanu zboża. 6 czerwca 1999 roku na licheńskiej ziemi stanął Wielki Pielgrzym – Jan Paweł II. Stało się to na życzenie samego Ojca Świętego, który słysząc o Licheniu powiedział: – „Chciałbym to zobaczyć”. 7 czerwca Ojciec Święty zwiedził nową świątynię, odprawił nabożeństwo, w czasie którego pobłogosławił budującą się świątynię oraz wiernych zebranych na placu.

Ponadto weszłam na wieżę Bazyliki, która liczy sobie 141, 5 metrów wysokości. Razem z siostrą miałyśmy do wyboru windę (31 pięter) bądź też schody (762 schodków). Byłyśmy ambitne i wybrałyśmy schody:D Było ciężko, ale widok z samej góry przepiękny. Wszystko takie malutkie:)

W drodze powrotnej zajechaliśmy do Piaseczna oraz Pelplina. Po Katedrze pelplińskiej oprowadzał nas kleryk Maciek. Muszę przyznać, że mówił bardzo ciekawie, co zaowocowało tym, że cała grupa śledziła Jego opowiadanie z dużym zainteresowaniem. Siłą zaciągnął mnie i Adę (bo się dowiedział, że jesteśmy pannami) w miejsce, gdzie podobno jak panna usiądzie to wyjdzie rychło za mąż. Odmawiając modlitwę do Ducha Św. pocierałam czaszkę…może duch Św. obdarzy mnie mądrością:) I rozwiązałam zagadkę Maćka, a w nagrodę wypiliśmy kawę w pobliskiej kawiarence, kiedy grupa miała czas wolny:) Oczywiście poszłam z siostrą, żeby nie było. Dowiedziałyśmy się conieco o tamtejszym seminarium m.in. że tam straszy(:D), jak klerycy nazywają poszczególne części seminarium i wiele innych ciekawych faktów. Ciekawie było, nie powiem:]

Ogólnie, czas spędzony bardzo owocnie. Cieszę się, że zdecydowałam się pojechać.

*****

Czas wrócić do szarej rzeczywistości. Jeszcze chwilkę wytchnienia i trzeba zabrać się do nauki. Dziś dowiedziałam się, że będą przejazdem w Trójmieście moi starzy znajomi, których niestety nie mam okazji widywać zbyt często, gdyż mieszkają na końcu Polski:) Bardzo się z tego powodu cieszę. Chciałam zaciągnąć Weronikę, żeby ich poznała, ale niestety biedulka musi się uczyć. Ale ja to rozumiem:) Będą z pewności jeszcze okazje ku temu:)

:)

9 komentarzy

Wiecie co? Ostatnio doszłam do wniosku, że chciałabym zamieszkać w nowym mieście, gdzieś gdzie nikt by mnie nie znał. Wzięłabym ze sobą tylko niezbędne rzeczy, może pare osób i to wszystko. Nie musiałabym nikogo o nic pytać. Wszystko bym robiła tak jak ja chcę, nikt by mnie nie pouczał. Chciałabym stać się wkońcu samodzielna. Mieszkać sama. Może po studiach to się urzeczywistni. Chciałabym bardzo:)

A wogóle to się dziś zdołowałam, bo kolejny raz przekonałam się, jakie to nasze życie jest ulotne i kruche.

Ostatnie dnie przeżyte ok, teraz zacznie się ostre kucie do egzaminu:) Ale przynajmniej będę miała jakieś sensowne zajęcie:) A no i praca się zacznie:D

Na oceanie była bajecznie zielona wyspa, na której mieszkała miłość, odwaga, bogactwo, duma i radość. Żyli sobie w harmonii i szczęśliwości, jak w raju. Ale jak to bywa na oceanie, niektóre wyspy na skutek ruchów tektonicznych zostają zalane wodami oceanu. Naszą wyspę szczęścia spotkało to samo. Wszyscy zaczęli szybko ją opuszczać, z wyjątkiem miłości. Ona bardziej niż inni była przywiązana do wyspy, miała nadzieję, że nie cała wyspa pogrąży się w oceanie. Tak, więc odwaga, bogactwo, duma i radość wsiadły na swoje statki i wypłynęły na ocean, krążąc niedaleko. Jednie miłość została.
Kiedy ostatnia część ziemi zaczęła się chwiać niebezpiecznie, zaczęła wołać o pomoc. Najpierw podpłynęła odwaga, zaczęła się tłumaczyć, że nie może nikogo wziąć na pokład, bo jej statek bojowy jest załadowany amunicją, przygotowuje się, bowiem do walki i niestety nie ma miejsca na pokładzie. Następnie podpłynęło bogactwo, ale także nie miało miejsca dla miłości na pokładzie statek był załadowany złotem, srebrem i drogocennymi kamieniami. Kolejno przypłynęła duma na swoim wspaniały żaglowcu, także nie miała jednak miejsca, cały pokład miała załadowany bardzo ważnymi sprawami. Niedaleko przepływała radość zbyt jednak była zajęta radowaniem się, że nie zauważyła, że miłość potrzebuje pomocy.
Nagle do tonącej wyspy podpłynęła wolno, skromna wiosłowa łódka, a w niej staruszek czas. Ja ciebie wezmę – powiedział i tak też uczynił. Od tej pory miłość zawsze wiąże się z czasem. On weryfikuje czy to, co nazywamy miłością, naprawdę miłością jest, czy tylko zwyczajnym zauroczeniem lub pustą obietnicą. Każda miłość zostaje poddana próbie czasu.

Życze wszystkim, aby Wasza miłość taką próbę czasu przetrzymała…:]

1 komentarz

Zastanawiałam się co tutaj napisać. Ale chyba to co mam do powiedzenia zostawię dla Siebie, bo ostatnio się przekonałam, że czasem trzeba wiele rzeczy skrywać.
Zawładnęły mną dwie piosenki Łez. Wiem, że tekst nie jest zbyt optymistyczny, ale mnie się podoba:] I muzyka też całkiem niezła:]

„Jak anioł”

Dziwne, myślałam, że Cię dobrze znam
Myliłam się kolejny raz
Jestem jak anioł, który z nieba spadł
To cała ja

Dziwne, myślałam, ze Ty to cały mój świat
Myliłam się kolejny raz
Odszedłeś jak anioł, który skrzydła mi skradł
(Henana… nanananaaaa…)

Cisza- już o nas nie śpiewa ptak
Moja podróż znowu trwa
Nie chcę wiedzieć jak beze mnie tam
Mija Ci czas
Kiedyś obiecałeś, że wrócisz tu
Lecz nie czekam na Ciebie już
Zamknęłam nasz wielki dom na klucz
Teraz mieszka w nim chłód.

Ref.
Nie mów nic
Przecież już wszystko wiem
Nie mów nic
Niech to wreszcie skończy się
Nie tłumacz mi
I nie obiecuj, że
Wrócisz jeszcze kiedyś do mnie

Nie mów nic
Przecież już wszystko wiem
Nie mów nic
Niech to wreszcie skończy się
Nie tłumacz mi
I nie obiecuj, że
Wrócisz jeszcze kiedyś do mnie…

„Przepraszam Cię”

Z naszej wielkiej miłości
Zostaną tylko słowa
A z naszej namiętności
Zostaną niechciane pocałunki
Gdy niechęć będzie zbyt słaba
Byśmy mogli się rozstać
A moje sumienie będzie
Cicho szeptało zostaaań…

Ref.
Zdradzę Ci pewien sekret kochanie
Pewnego dnia zniknę nim to wszystko się stanie
Przepraszam Cię…
Złamałam serce Twe
W kolejnym życiu będzie tak jak tego chcesz
Więc wybacz mi…
Bo nie żałuję żadnej z chwil, nie czuję już nic
Gdy patrzysz tak na mnie i w oczach masz łzy

Z naszej wielkiej miłości
Zostaną tylko wiersze
A każde z nas w innym pokoju
Odnajdzie swoje miejsce
Gdy w naszym wielkim domu
Czuje się jak w więzieniu
Gdy będziemy tak siedzieć
Godzinami w milczeniu

Ref.
Zdradzę Ci pewien sekret kochanie
Pewnego dnia zniknę, nim to wszystko się stanie
Przepraszam Cię…
Złamałam serce Twe
W kolejnym życiu będzie tak jak tego chcesz
Więc wybacz mi…
Bo nie żałuję żadnej z chwil, nie czuję już nic
Gdy patrzysz tak na mnie i w oczach masz łzy…

Tekst spisany własnoręcznie przez niezwykle wytrwałą Weronikę S:]

4 komentarzy

„Życie jak poemat”

Dobrze jest jeżeli w życiu widzisz głębszy sens
Jeżeli robisz coś ze wszystkich sił byś dobrze żył
Dlatego poddaj się pragnieniu, które w sercu Twoim jest
pokusie odkrywanej raz po raz na jakiś czas

Nasze życie będzie jak poemat
trzeba tylko znaleźć dobry temat
trzeba się odnaleźć w każdej chwili
trzeba być…
Tyle jeszcze drogi jest przed nami
z tym, że trasę wyznaczymy sami
po co dalej w miejscu tkwić trzeba żyć

O ile łatwiej jest, jeżeli wiesz co dalej robić chcesz
jeżeli w swoim sercu serce masz
to jest Twój czas
I wtedy bedzie tak, jakby się nigdy miał nie skończyć świat
Jakby się nigdy miał nie skończyć dzień, bo masz swój cel.

Nasze życie będzie jak poemat
trzeba tylko znaleźć dobry temat
trzeba się odnaleźć w każdej chwili
trzeba być…
Tyle jeszcze drogi jest przed nami
z tym, że trasę wyznaczymy sami
po co dalej w miejscu tkwić trzeba żyć.

Nie rezygnujmy ze swych marzeń
kto to wie, co jeszcze czas pokaże
kto to może wiedzieć co się stanie
choćby dziś

Nasze życie będzie jak poemat
trzeba tylko znaleźć dobry temat
trzeba się odnaleźć w nim
trzeba być…

Świetna piosenka….genialny tekst. Ostatnio mam totalną depresję. Mama wczoraj stwierdziła, że się niedługo rozchoruję. Prawie nie jem, bo jedynie jak mi się uda bułkę z jogurtem, w nocy tez nie sypiam zbytnio…i to wszystko przez pracę. Jak poprostu dostaję białej goraczki jak mam tam iśc. Ja wiem, że prace trudno jest dostać, ale chyba jednak pracownik ma równiez prawo do jakiegoś szacunku ze strony pracodawcy. Miałam umowę do 6 lipca, ale głupia zgodziłam się pracować do końca lipca, bo szefowa nie miała kogo wziąć na moje miejsce. Dlaczego ja zawsze musze być taka naiwna i słaba. Ona pomiata mną, a ja się lituję. Ale jestem głupia…
A na domiar złego nie pójdę na Łzy, na które tak czekałam a na poprawiny też nie mam ochoty iśc. Bosh…normalnie same zgrzyty ostatnio. Przydałoby się kilka dni wolnego od pracy i od ludzi. Uffff…jeszcze nigdy nie byłam tak rozgoryczona:]

6 komentarzy

Jestem wkurzona, a może raczej nie….jest mi poprostu przykro. Kolejny raz się przekonałam, że wcale nie jest tak, jak myślałam. Ludzie pomimo tego, co czynią, co mówią są kłamcami…I tyle.

Ps. Niestety nie założe hasła, bo jest to płatne, a nie chce wydawac kasy na zbędne rzeczy, także pewnie i przestane tutaj pisać. Choć z drugiej strony, może debilami nie warto się przejmować?


  • RSS